Słowackim szlakiem 2018
Moja pierwsza dłuższa wyprawa. Przejęta tak bardzo, że nie byłam pewna czy we własna brame trafie przy wyjeździe...
Wyruszyliśmy w sobotę z samego rana. Pogoda zapowiadała się świetna, humory jeszcze lepsze. To moja pierwsza dłuższa wyprawa. Jedziemy we dwoje, chcę sprawdzić jak będę sobie radzić w trasie.
Gdzieś po drodze...
Do pokonania 170 km, trasa trochę się wydłuża przez objazd z powodu rajdu samochodowego - jednak okazało się, że znaki informacyjne nie stały ot tak...
Granica polsko-słowacka w Koniecznej:
Bardejov, przystanek w uroczej karczmie przy drodze. Na pierwszy ogień oczywiście vyprażeny syr, hranolki i knedliczki.
Dotarliśmy do Bardejova - miasteczka z ładną starówką, z odnowionymi domami, dużym rynkiem i bazyliką. Na rynku wita nas kat. Nie ma problemu ze znalezieniem noclegu z marszu. Kilka knajpek w których w sobotni wieczór prawie nie ma ludzi 🤔. My raczymy się Sarisem i Kozel w Gothice - razem 2.30E. Potem idziemy obejrzeć śpiewające fontanny za murami starego miasta i jak tu sobie odmówić kolejnego piwka i Mojito malina 🍻🍸.
Dalej jadę sama!😂
No i motto naszej wyprawy, prawdziwie po słowacku|||
Śpiewające fontanny, pokaz z muzyką co pół godziny. Byli Beatlesi i Ennio Moricone.
Następnie ruszyliśmy do Liptowskiego Mikulaszu. Pod drodze często widać ruiny.
Testujemy właśnie knajpkę motocyklową w Liptowskim Mikulaszu - Chopper Pub&Restaurant
Pysznie, klimatycznie, świetna muzyka wpada do ucha! Szczerze polecamy miejscówkę w trakcie Słowackiego wypadu!
Dolina Demianowska wita:
Demianowska Lodowa Jaskinia. Wchodzi się co pełną godzinę z przewodnikiem. Wcześniej 20 min spaceru pod górę 😓. Zwiedzanie 45 min z przewodnikiem. Przydają się ciuchy moto bo na dole zimno - nawet 0st. Warto obejrzeć. Uwaga, w poniedziałki wszystkie jaskinie słowackie zamknięte.
Ciekawy zwyczaj w knajpie. Tylko czy to tak wyjątkowo z okazji Mistrzostw Świata czy to tak normalnie tutaj?
Nocowaliśmy w Penzion Atlas w Liptowskim Mikulaszu. Miejsce znalezione przez #Booking.com.
Rezerwacje zrobiliśmy tego samego dnia popołudniu - wybór miejsc był duży. Chcieliśmy coś blisko centrum, szkoda, że to centrum mocno nas rozczarowało, zupełnie nic ciekawego do obejrzenia.
Wydaje się, że knajpa przy pensjonacie zalatuje klimatem myśliwskim...
Rano przywitał nas deszcz. Dla wprawionych motocyklistów żadna nowość, ale ja do tej pory mam trudności z oderwaniem lewej reki od kierownicy, a gumka do wycierania szyby nie wiedzieć czemu wszyta w lewą rękawice...
Przerwa w przydrożnej karczmie połaczonej z piekarnią. Serwowali pyszne drożdżówki i late|
Pora na odpoczynek. To był dość długi dzień, który przywitał nas deszczem. Droga z Liptowskiego Mikulasza do Bojnic w wielu miejscach zakorkowana.
Staraliśmy się zboczyć z głównych szlaków i na trasie nie mogło zabraknąć flagowego odcinka - Wąwozu Maninska Tiesnawa. Krótki odcinek przeprawy przez skały wart przejechania! Na końcu dzisiejszej trasy Zamek Bojnice, jednak zwiedzimy go jutro, poniedziałki to czas odpoczynku we wszystkich turystycznych punktach.
Słowacki jest śmieszny, wszyscy to wiedzą (chociaż wkurzające jest to że oni rozumieją nas znacznie lepiej niż my ich):
Dziwny to kraj...Chrumkave albo cerstve...
I z toalety trudno się korzysta...
Zamek w Bojnicach:
Wstęp 8€ od osoby. Zwiedzanie z przewodnikiem - wstęp o wyznaczonej godzinie, zwiedzanie trwa 1:15h.
Czas na kolejne degustacje - Pansky Pivovar zaprasza na Pańską Apę 12* - piwo typu american ale z aromatycznego amarylisowego chmielu który nadaje cytrusowe-kwiatowy aromat. Wyborne!
Dzień dobry!
Dziś lajtowy dzień - krótsza trasa i trochę zwiedzania. Motory rano wyszykowane, pyszne śniadanko zjedzone w Meridiana Restaurant (jedyna knajpa w Bojnicach jaką znaleźliśmy czynna od siódmej rano😜)
Zajrzeliśmy też do zoo w Bojnicach. ZOO Bojnice
Najstarsze zoo na Słowacji, tuż obok zamku. Na dość dużym terenie rozłożone wybiegi - najciekawsze lwy, niedźwiedzie i słonie. Ale uwagę przyciągnęły tez wilki i oczywiście urocze surykatki😍
wejście 5€
I znów w trasie. Słowacja pokryta pięknymi, ogromnymi polami.
Rożniawa
Rożniawa przyjazna motcyklistom|
Kolejny punkt programu - Jaskinia Domica koło Rożniawy. Nasza druga jaskinia na Słowacji. Tym razem zauroczyły nas niesamowite, bajkowe kształty i kolory skał, wyglądające jak tajemnicza kraina podziemnych krasnali - takim miejscem musiał sie inspirować Gaudi projektując Sagradę Familię.. Mieliśmy też okazję przepłynąć się rzeką Styks. Ale największe wrażenie wywarła absolutna ciemność, gdy przewodnik na chwile wyłączył oświetlenie. Było widać zupełne NIC!
Nadal w Słowacji widać pełno rozpadających się wiosek cygańskich, a i pozostałe domy po wioskach jakby zatrzymały sie w czasie...jakieś pięćdziesiąt lat temu...
Mimo to udało mi się tu spędzić mój urlop na Bali...
Droga do Tatrzańskiej Łomnicy przebiegła bez niespodzianek. No może poza tą, w sumie nie niespodzianka, że nigdzie po drodze nie było miejsca, żeby zatrzymać się na śniadanie. A miało być tak pięknie, krótka przejażdżka i kawa w pięknych okolicznościach przyrody...
Pojedzeni już na miejscu ruszyliśmy zdobywać góry.
Ponownie zawitaliśmy w Wysokie Tatry. Już dawno temu chcieliśmy wjechać kolejką na szczyt Łomnicy. Tym razem trochę na żywioł dotarliśmy do kasy - nie mieliśmy pewności o której dotrzemy do Tatrzańskiej Łomnicy i jaka będzie pogoda, chmury zepsułyby widoki. Przy kasie usłyszeliśmy, że nie ma już biletów na sam szczyt, można dojechać tylko do Skalnego Plesa. Widząc moją minę, Tomek podszedł jeszcze raz do kasy i okazało się, że dwie osoby się zmieszczą, ale odjazd z górnej stacji znad jeziora dopiero o 15:40. Wyjechaliśmy wiec nad jezioro i tam pospacerowalismy, pofotografowalismy, poopalalismy się (Tomek nawet za bardzo....).
I znów przez przypadek podeszliśmy do kolejki wcześniej i załapaliśmy się na wcześniejszy wjazd.
Na górze widoki zapierają dech w piersiach. Mimo, że Tatry Zachodnie chowały się w chmurach panorama była niesamowita!
Dla zainteresowanych krótka historia budowy kolejki. Zwraca uwagę, że gdy u nas wojna wszystko niszczyła oni budowali sobie kolejkę spokojnie
Kolejka na Łomnicki Szczyt - informacje praktyczne.
〽️Bilety do kupienia w kasie kolejki lub na stronie gopass.sk. Można zakupić bilet na trasę do Skalnego Jeziora (22€) lub całość na szczyt Łomnicy (22+27€). Do tego 2€ kaucji za kartę magnetyczną zwracaną po wycieczce na dole - obok kasy jest automat który oddaje kaucję.
〽️Ze stacji dolnej wagoniki 4 osobowe odjeżdżają płynnie. Przesiadka w stacji pośredniej do większych wagoników, tu również idzie płynnie.
〽️Stacja Skalne Pleso, z dużą restauracją, piękne jeziorko które można obejść.
〽️Na sam szczyt Łomnicy wspina się jeden czerwony wagonik - trasę 900 m do góry pokonuje na linie bez żadnych wsporników po drodze. Odjazd jest o wyznaczonej godzinie, chociaż nam udało się wsiąść 20 min wcześniej. Do wagonika mieści się 15 osób, jest trochę ciasno, warto wejść na początku i zająć miejsce przy szybie. Przejazd 10 min, niesamowite wrażenia! Na górze mamy 50 min na podziwianie widoków. Po wyjściu z kolejki otrzymujemy kartę z numerem kursu powrotnego. Do powrotu jesteśmy wzywani przez głośnik, również po polsku.
Tyle piwa co ja wypiłam na tym wyjedzie to chyba nie było razem łącznie przez 5 lat...
Ale jak tu na Słowacji nie pić piwa? Bo kofola taka sobie...😂🍻
Po pięciu dniach słowackiej kuchni muszę powiedzieć, że wiele jest do spróbowania, chociaż smaki są podobne do naszych. Króluje oczywiście prażeny syr i hranolki, nie zabrakło haluszków z bryndzą i skwarkami, Šúľanców z makiem – słowackich klusków ziemniaczanych na słodko i zupy czesankowej z bryndzą i grzankami. Wśród napojów oczywiście piwo, znany Złoty Bażant czy Saris ale i lokalne browary np. Pansky Pivovar z Bojnic. Spróbowana kofola - konkurent coli. Z przekąsek langosz - placek drożdżowy, który podają z sosem czosnkowym, ketchupem lub żółtym serem.
Lavicka Zbliżenia dla opornych
Po tygodniu słońca Słowacja żegna chmurami i deszczem. Pora do domu.
Niesamowita sałatka z grilowaną gruszką i bratkami, pycha!😋 To już po polskiej stronie, po przeciskaniu sie w ogromnym korku przed Nowym Sączem, interesujących skrótach wynalezionych przez Tomka ( przez góry z 45 st spadku, ale co tam, trzeba odrazu na głeboką wodę), restauracja Wiśniowscy Wielogłowy.
Wg licznika Tomka było 1340 km.
Taką pamiątkę przywieźliśmy ze Słowacji. Magnesy na lodówkę się nie umywają ;-)
Podsumowując tą pierwsza wyprawę. Zabawa jest zdecydowanie lepsza niż w roli plecaka. Jedyny minus to brak możliwości robienia zdjęć. Rok wcześniej w Rumunii nie wypuszczałam aparatu z rąk ani na moment. Uwieczniałam i drogi i okolice i nasza ekipę. Tym razem zdjęcia były robione na postojach, a słynne pole słoneczników, przy którym koniecznie chciałam się zatrzymać, a nie było jak, przejdzie do historii.





















Komentarze
Prześlij komentarz